Lokalność i uniwersalizm. O lubelskiej i innych Zachętach
Piotr Kosiewski
W 2008 roku minęły cztery lata od powołania przez Ministerstwo Kultury programu "Znaki czasu". Był to jeden z czołowych pomysłów ówczesnego szefa tego resortu - Waldemara Dąbrowskiego. Zakładał on powstanie regionalnych kolekcji, mających w przyszłości stać się zalążkiem przyszłych instytucji zajmujących się sztuką najnowszą. Jedna z nich powstała w Lublinie.
Być może jest jeszcze za wcześnie, by już dziś pokusić się o dokonanie jakiegoś generalnego podsumowania, czy poważyć się na wydawanie zasadniczych osądów. Jednak te kilka lat działalności regionalnych Zachęt pozwala na pierwsze porównania ich działalności czy na wstępną ocenę tworzonych zbiorów. Tym bardziej, że podejmowane są decyzje, co do lokalizacji przyszłych siedzib i organizowane konkursy architektoniczne, a w Toruniu już został oddany do użytku gotowy budynek! Coraz częściej też można oglądać na kolejnych wystawach zakupione już prace, powstała też strona internetowa poświęcona kolekcjom wszystkich Zachęt.
Wielka sieć Zachęt
Tworząc program "Znaki Czasu" odwołano się do tradycji XIX-wiecznego Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych (stąd potoczna i skrótowa nazwa "Zachęty"). Jednak pomysł tworzenia regionalnych zbiorów sztuki nawiązywał przede wszystkim do powołanych w 1983 roku francuskich Fonds Regional d'Art Contemporain (FRAC) od lat z powodzeniem tworzących swoje własne, często bardzo interesujące kolekcje.
Regionalne "Zachęty" postanowiono oprzeć o lokalne środowiska, pozostawiając w gestii inicjatorów dookreślenie charakteru kolekcji oraz relacji z istniejącymi już na tym terenie placówkami (dary, jakie otrzymywała od ministerstwa każda z nowopowstałych Zachęt miały być jedynie wskazówką, jednak nie zawsze znalazło to swoje odzwierciedlenie w poczynionych później zakupach). Zrezygnowano z narzucania określonego "kanonu" nazwisk, powielanego w każdym ośrodku, lecz postawiono oprzeć się na zasadzie "wzajemnego uzupełniania" zbiorów, które w ten sposób miały stworzyć narodowy zasób sztuki współczesnej.
Także poszczególne Zachęty tworzono wedle różnych wzorców. W wielu ośrodkach, jak w Lublinie, powołano nowe, funkcjonujące samodzielnie stowarzyszenia, ale np. śląska Zachęta została założona przy działającej już Fundacji dla Śląska, a podlaska związana jest z tamtejszą Galeria Arsenał. Jedne ośrodki myślą o stworzeniu Centrów Sztuki Współczesnej, inne pragną wspierać istniejące już placówki muzealne, jak np. ma miejsce w Opolu.
Równie duże różnice widać między Zachętami, porównując stworzone już zbiory. Są jednak także elementy wspólne, jak zwrócenie uwagi przede wszystkim na sztukę powstającą po 1989 roku (nawet w przypadku twórców o zdecydowanie dłuższym doświadczeniu). Czasami uczyniono z tego zasadę (jak w przypadku małopolskiej Zachęty), ale o takim wyborze decyduje zapewne także dostępność (i cena) dzieł na rynku sztuki. Zakupy klasyków współczesności to wyjątki.
Ambicją części Zachęt stało się stworzenie reprezentatywnego przeglądu najważniejszych zjawisk w polskiej sztuce ostatnich dekad. W kolekcji stworzonej w Szczecinie znalazły się m.in. dzieła Natalii LL i Izabeli Gustowskiej, Jarosława Modzelewskiego i Grzegorza Klamana, a także Bogny Burskiej i Macieja Kuraka. W tworzonej dla Krakowa kolekcji przyjęto za cezurę graniczną połowę lat 90, a wśród dokonanych zakupów są m.in. prace grupy Azorro, Marty Deskur, Grzegorza Sztwiertni, byłych członków Grupy Ładnie, Leona Tarasewicza i Jakuba Juliana Ziółkowskiego. Podobnie imponująco wyglądają zbiory tworzone w Białymstoku z dziełami Pawła Althamera, Małgorzaty Jabłońskiej, Zbigniewa Libery, Wilhelma Sasnala, Moniki Sosnowskiej, Artura Żmijewskiego i innych. Przy czym podlaska Zachęta traktuje swe zbiory jako dopełnienie kolekcji sztuki ostatnich dwóch dekad tworzonej przez tamtejszą Galerię Arsenał (obecnie to chyba najlepszy zbiór w Polsce). Podobną zasadę przyjęła w pierwszym okresie swojej działalności wielkopolska Zachęta uzupełniając depozytami kolekcję Muzeum Narodowego w Poznaniu, przy czym nabywano przede wszystkim dzieła ważnych twórców II połowy XX wieku. Wśród zakupów znalazły się m.in. rzeźby i rysunki Aliny Szapocznikow (w tym "Iluminowana"), obrazy Andrzeja Wróblewskiego i Stanisława Kubickiego, zbiór kolaży Romana Cieślewicza. Później jednak zmieniono profil działalności, kierując uwagę na obecność sztuki w przestrzeni publicznej. To dzięki tamtejszej Zachęcie "Life is a story" Izabeli Gustowskiej oraz "Lotus Eaters" Piotra Kurki znalazły się na poznańskim lotnisku Ławica, a "Agora" Magdaleny Abakanowicz – 106 żeliwnych figur, w chicagowskim Grant Park.
Natomiast w niektórych ośrodkach – jak Kielce czy Opole - skupiono się na zbieraniu przede wszystkim sztuki lokalnej. Jednak to skupienie uwagi na własnym regionie nie musi oznaczać powstawanie zbiorów interesujących jedynie dla miejscowego środowiska. W śląskiej Zachęcie szczególną uwagę zwrócono na twórców związanych z regionem. Nabyto m.in. prace Urszuli Broll i świetny zastaw fotografii Zofii Rydet, ale także dzieła chociażby Zuzanny Janin, Konrada Kuzyszyna, Aleksandry Polisiewicz czy Roberta Rumasa.
W kręgu własnych tradycji
A jak na tym tle wygląda Lublin? Tutejsze Towarzystwo Zachęty Sztuk Pięknych zainaugurowało swoją działalność 18 września 2005 roku. Plany są ambitne, m.in. utworzenie w ciągu kilku lat Interdyscyplinarnego Centrum Nowoczesności - Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Lublinie. Od samego początku działalności zaczęto też tworzyć kolekcję. W ciągu kilku lat powstał całkiem obszerny zbiór . Dominują w nim prace powstałe w ostatnich dwóch dekadach, ale na jego podstawie nie da się przedstawić pełnego obrazu sztuki polskiej po 1989 roku. Nie ma tu dzieł ważnych debiutantów z lat 90, w tym reprezentantów sztuki krytycznej, która tak wyraźnie naznaczyła pierwsze dziesięciolecie III RP. Nie ma tu także modnych i fetowanych twórców (dodajmy, najczęściej zasłużenie) – może poza Dominikiem Lejmanem - którzy wkroczyli na scenę artystyczną w nowym stuleciu. Należy jednak bardzo wyraźnie podkreślić, był to świadomy wybór twórców lubelskiej Zachęty.
Kluczem dla tworzenia kolekcji jest lokalność, jednak inaczej niż zazwyczaj rozumiana. Nie chodzi o stworzenie kolekcji artystów tworzących na Lubelszczyźnie, lecz wpisanie powstających zbiorów w tradycję wykreślaną przez twórców i instytucje działających w Lublinie w ostatnim półwieczu (ze szczególnym podkreśleniem znaczenia tych ostatnich). I tak nabywano prace autorów związanych z funkcjonującą w latach 70. Galerią Labirynt, a później z BWA, a także z młodszymi instytucjami jak Galeria Biała, Kont czy Ośrodek Sztuki Performance. Działalność tych wszystkich galerii do tej pory nie znalazła odzwierciedlenia w lubelskich zbiorach publicznych, które zresztą – to już inny odrębny problem – są bardzo ubogie w sztukę współczesną, i przez całe lata były tworzone według dość – mówiąc eufemistycznie - osobliwych kryteriów.
Dokonany na początku wybór zdeterminował charakter całej kolekcji. Przy czym, jeżeli już mówić o muzealizacji tradycji, ale nie sposób sprowadzać tego procesu do starań zdokumentalizowania przeszłości, lecz raczej chodzi o sprawdzenie, lub testowanie, na ile doświadczenia tych kilku dekad są ważne i aktualne dla powstającej dzisiaj twórczości. Przyszłe muzeum ma być miejscem "dziania się" a nie tylko "przechowywania" sztuki.
Jak pisała Małgorzata Kitowska-Łysiak – jedna z współtwórczyń Zachęty – już pierwsze zakupy "wyznaczyły dwie kluczowe perspektywy, według których gromadzone są dzieła: jedna - MATERIA (W) PRZESTRZENI - obejmuje, mającą modernistyczny rodowód, refleksję nad autonomią obrazu malarskiego, jego statusem, materią, obecnością w przestrzeni; druga - SZTUKA IDEI - IDEE SZTUKI - nawiązuje do tradycji awangardy i związanej z nią idei sztuki 'zaangażowanej', realizowanej głównie w poetyce konceptualizmu".
Słowa klucze: "tradycja", "innowacja" oraz "lubelskość" rozumiane jako miejsca (lub jedno z miejsc) ujawniania się w sferze publicznej zjawisk zdają się rządzić powstającym zbiorem. Dlatego tak znacząca jest obecność w kolekcji dwóch prac Włodzimierza Borowskiego, członka Grupy Zamek, będącej jednym z najważniejszych zjawisk polskiej sztuki po 1956 roku. Efektowny obraz "Oko proroka" z roku 1957 pochodzi z zamkowego okresu jego twórczości. Nadal bliski malarstwu materii, ale można w nim szukać zapowiedzi "Artonów", nie-rzeźb i nie-obrazów, tylko przedmiotów sztuki tworzonych w następnych latach przez Borowskiego. Jednak równie ważna jest druga prace obecna w tych zbiorach: "Uczulanie na kolor" czarno-biała fotografia z "VIII Pokazu synkretycznego" w 1968 roku - dokumentująca akcję przeprowadzoną przez artystę, podczas której przy pomocy świdra elektrycznego niszczył własne fotografie. Te dwa dzieła zdają się dobrze "patronować" dwóm wspomnianym przed chwilą linom określającym charakter kolekcji.
Aktualność malarstwa i dziedzictwo neoawangardy
Namysł nad malarstwem, jego statusem dzisiaj i możliwościami, nad tym, czym jest ono dzisiaj dobrze pokazują prace zebrane już przez Zachętę: "Biały obraz" z lat 2004-2005 Mikołaja Smoczyńskiego - gładka płaszczyzna, przywodząca na myśl biel marmuru, neutralna, pozbawiona jakichkolwiek odniesień do świata przedstawiającego, "Pożar Londynu według Swedenborga" Sławomira Marca, z 2003 – na pierwszy rzut oka utrzymany w szarościach, ale w rzeczywistości mieniący się wielością barw, przypominający o mocy złudzenia czy też całe pomieszczenie skonstruowane przez Leona Tarasewicza w 2005 roku (bez tytułu), składające się z kolumn pokrytych żółto-czerwono-niebieskimi pasami, dodatkowo multiplikowanymi przez lustra umieszczone na ścianach (pierwotnie prezentowane w Galerii Białej). Te dzieła dalece odbiegają od tradycyjnych wyobrażeń o obrazie jako płótnie pokrytym pigmentem, a jednocześnie wskazują na żywotność i potencjał tkwiący nadal w tym gatunku sztuki.
W zbiorach znalazły się także prace przedstawicieli młodego pokolenia. "Maraton Nowojorski" Dominika Lejmana z 2003 roku, jeden z jego wideo-fresków, w którym artysta przekształcił zapis biegnącego tłumu w niemalże abstrakcyjny obraz. Z kolei w "Percipere" (2005) Eliza Galey połączyła obraz z projekcją wideo - nagraniem, w którym wypowiada nazwy barw oraz pojęcia odnoszące się do zmysłowego odczuwania świata. Wspomnieć warto jeszcze o najnowszych zakupach Zachęty. Wśród nich znalazła się "Ciemna Dolina" Tomasza Tatarczyka z 2007 roku, dzieło nadal pozostające przy tradycyjnych środkach malarskich, ale także pracę Tomasza Ciecierskiego, bardzo (auto)ironiczne spojrzenie na tradycję gatunku. To sterta blejtramów porzuconych na podłodze (bez tytułu, 1992), destrukty, odpady. Skutek - pojedyncze płótna stają się dla artysty jedynie materiałem, fragmentem większej całości, zamieniają się w przestrzenne obiekty.
Druga linia kolekcji poświęcona jest doświadczeniu polskiej neoawangardy, poszukiwaniom konceptualizmu, sztuce akcji i performance. To te dzieła nadają kolekcji lubelskiej Zachęty, odrębny rys, wyróżniający ją wśród innych. Zwrócenie uwagi właśnie na te zjawiska jest też o tyle istotne, że w ostatnich latach coraz więcej uwagi poświęca się dorobkowi polskiej neoawangardy.
Szczególne miejsce w kolekcji zajmują wśród nich prace czołowych artystów związanych od lat z Galerią Labirynt, a następnie z BWA. Jest wśród nich "Walec osądu" Jerzego Beresia z 1994 roku, obiekt towarzyszący akcji artystycznej, ale będący też samoistnym dziełem, "Gesty" twórcy założeń sztuki kontekstualnej Jana Świdzińskiego z 2002 roku czy "Talerzowanie" (1971-1991) Zbigniewa Warpechowskiego – seria obiektów -kwadratowych kasetonowych skrzyń z umieszczonymi w nich talerzami opatrzonymi ironicznymi napisami: "Na zamówienie", "Bez przyszłości", "Samolubny" itp.
Wyjątkowe miejsce w kolekcji zajmuje zbiór filmów Józefa Robakowskiego. Nabyto do zbiorów Zachety "Rynek" z 1970 roku, pierwszą pracę zrealizowaną w ramach Warsztatu Formy Filmowej w Łodzi i "Test I" powstały w 1971 roku bez użycia kamery. Znalazły się także w kolekcji: "Widok z mojego okna", wyjątkowy dziennik filmowy powstały w latach 1978-1999 oraz "Sztuka to potęga!" – zniekształcona rejestracja transmisji telewizyjnej (1985/1986) odsłaniająca mechanizmy manipulacji politycznej w państwie totalitarnym. Zakupiono również nową pracę artysty: "Uwaga: Światło!" z 2004 roku będącą próbą realizacji założeń filmu strukturalnego.
Warto podkreślić obecność w kolekcji ważnych artystek. Znalazły się w niej: bardzo efektowna praca Natalii LL "Ultima Thule" z cyklu: "Volucres Coeli" (2004), "Ścierki Wizytek" z 1988 roku Teresy Murak oraz "Wszystko się zbiega w czasie i przestrzeni, aby się rozproszyć, aby się zbiec, aby się rozproszyć, no i tak dalej III" Zofii Kulik z 1992 roku, jedną z jej dekoracyjnych płycin wypełnionych ornamentami, w których śledzi znaczenia powtarzanych od stuleci gestów (sama artystka z Przemysławem Kwiekiem - jako tandem KwieKulik – nie raz w latach 70. i 80. była obecna w Lublinie).
Zbiór "klasyków" polskiej neoawangardy uzupełniły ostatnio prace Stanisława Dróżdża, Koji Kamoji, oraz Jarosława Kozłowskiego. W najbliższym czasie planowane jest wzbogacenie kolekcji o kolejnych twórców performance. Obok pracy Zbigniewa Kwiatkowskiego "Przelewanie wina" z 1992 roku, pojawią się dzieła Janusza Bałdygi, Zygmunta Piotrowskiego, Zbigniewa Warpechowskiego z udziałem Tomasza Stańki i Ewy Zarzyckiej (Zachęta będzie ich współproducentem).
Kolejne zakupy powoli wypełniają główne pola zainteresowań lubelskich instytucji. Nadal jednak pozostaje pytanie o obecność w tej kolekcji zjawisk ważnych dla tradycji lubelskich instytucji, o postawy, które właśnie tu były manifestowane, i mają już istotnie miejsce w polskiej sztuce najnowszej. Nie tyle chodzi mi nawet o raczej epizodyczne wydarzenia, jak wystawa członków Gruppy z 1983 roku, chociaż "Las, góra, a nad górą chmura, a nad chmurą dziura" w salach BWA był jedną z najważniejszy wydarzeń tego czasu, wyłamującej się z dominującego wówczas schematu sztuka oficjalna versus niezależna (jak zresztą cała działalność tej lubelskiej galerii w latach 80.). Wymienię natomiast dwa nazwiska: Zbigniewa Libery, ale także zmarłego w 2002 roku Andrzeja Partuma, nie z racji obecności Lublina w ich biografii artystycznej, lecz ze względu na obecne znaczenie ich twórczości (pierwszego z nazwisk nie trzeba chyba uzasadniać, działalność drugiego jest dziś przypominana i coraz bardziej doceniana, czego przykładem jest wystawa "Dowcip i władza sądzenia (asteizm w Polsce)". Nie udało się też – niestety - twórcom kolekcji nadać Zachęcie bardziej międzynarodowego charakteru i wykorzystać potencjału wynikającego z położenia miasta, czego zapowiedzią była ciekawa wystawa "Terytoria" w 2006 roku z pracami artystów z Białorusi, Polski i Ukrainy.
W powstałej kolekcji doszło do skupienia trochę dotąd rozproszonych zjawisk, artystów, którzy mimo bliskości przyjmowanych postaw, nie tak często spotykali się w jednych salach. Pozostaje jeszcze kwestia, na ile przyjęta koncepcja będzie mogła być otwarta na nowe zjawiska i pokolenia artystów, na ile stanie się z czasem zamkniętym, historycznym zbiorem. Jednak, póki co, zanosi się na powstanie ciekawego miejsca.