„Sztuka cenniejsza niż złoto” – przedsmak kolekcji Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie1 

Karolina Zychowicz


Plakaty reklamujące wystawę „Sztuka cenniejsza niż złoto” wprowadzają nas w pewną konfuzję. Tytuł ten kojarzy się bowiem przede wszystkim z funkcjonującą już od lat na rynku wydawniczym książką Jana Białostockiego, lekturą, z którą zetknął się każdy kandydat na studia z historii sztuki. W ostatnich latach królowała w księgarniach z okładką, na której znajduje się jeden z najbardziej znanych obrazów Jana Vermeera. Autor niewiele pisał tam na temat sztuki najnowszej. Poza tym mi osobiście tytuł ten kojarzy się z plakatem znajdującym się kiedyś w korytarzu Instytutu Historii Sztuki Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, który zapowiadał bodajże wystawę sztuki średniowiecznej. Motto to bowiem organicznie związane jest z tamtym okresem w sztukach plastycznych – chodzi ni mniej ni więcej o to, że nieważne jest złoto czy drogie kamienie, lecz mistrzostwo wykonania. Na wystawie złota czy drogich kamieni nie uświadczymy. Mało tego, możemy obcować z materiałem niedrogim i mało wytrzymałym, np. poliesterowymi rzeźbami Aliny Szapocznikow, gumową rzeźbą Pawła Althamera czy obrazem Jarosława Modzelewskiego i Marka Sobczyka, wykonanym na papierze.  Stąd mnie osobiście tytuł ten nie przekonuje. Warto jeszcze na wstępie zaznaczyć, że wystawa składa się z pierwszych zakupów, darów i depozytów dla tworzącej się właśnie kolekcji.

1989

Kolekcja ma skoncentrować się na sztuce powstałej po roku 1989 roku. Czemu ta data jest tak niezwykle ważna, nikomu chyba nie trzeba przypominać. Chodzi oczywiście o doświadczenie polskiej transformacji. Stąd sale tymczasowej siedziby na ulicy Pańskiej zostały zdominowane przez uczniów Grzegorza Kowalskiego, mocno aktywnych w latach 90., ale nie tylko. Oprócz archiwum, które zaprezentowano w kilku pomieszczeniach, na wystawie znalazły się prace Artura Żmijewskiego, Katarzyny Kozyry i Pawła Althamera, zaliczanych w poczet przedstawicieli sztuki krytycznej lat 90. Żmijewski zagościł na wystawie poprzez niezwykle poruszający „Nasz Śpiewnik”, zrealizowany kilka lat temu w Tel Awiwie, kiedy to odnalazł polskich Żydów i wydobył z ich pamięci piosenki różnego rodzaju – od rozrywkowych do patriotycznych czy kościelnych. Żmijewski, mocno zaangażowany w debaty publiczne, porusza tu jeden z bardziej delikatnych problemów – wspólnej historii polsko-żydowskiej. Na wystawie dominuje jednak (głównie poprzez dźwięk) praca polskiej artystki kluczowej dla lat 90., Katarzyny Kozyry. Instalacja „Kara i zbrodnia” jest rejestracją nielegalnych zabaw na poligonie grupy osób, których twarze skrywają maski pin-up girls2 . Efekt zderzenia uśmiechniętych twarzy z zabawami, które sprawiają im radość (strzelanie, wysadzanie w powietrze itd.) jest piorunujący. Artystka i tym razem prowadzi dialog z tradycją wielkich mistrzów malarstwa: jeden z filmów nawiązuje do sławnej serii grafik Francisco Goyi „Okropności wojny” (postaci wisielców na drzewie), a tytuł filmu oczywiście do Dostojewskiego. Kozyra jednak jak zawsze miesza zastany porządek rzeczy, odwraca czy to szyk wyrazów znanego tytułu czy płcie uczestników wydarzenia. Na wystawie nie zabrakło również propozycji niezwykle ciekawego rzeźbiarza średniego pokolenia, Mirosława Bałki. Znany na całym świecie, kojarzony jest przede wszystkim z pracami wykonanymi w zupełnie innej stylistyce, niż ta pokazana na wystawie. Stąd praca z wczesnej, figuratywnej fazy twórczości rzeźbiarza wydaje się być tym bardziej cennym nabytkiem. Rzeźba pochodzi z 1988 roku i odwołuje się m.in. do mitu o Zeusie kuszącym pod postacią orła młodego Ganimedesa. Co ciekawe, artysta wystawiając tę rzeźbę po raz pierwszy, dołączył do niej dwa teksty: fragment książki Williama S. Bourroughsa i wierszyk „Wyznanie wiary dziecięcia polskiego”. Obiekt jest w dość tajemniczy sposób okaleczony (brak ucha i dłoni), co wiąże się z przykrym incydentem zniszczenia go w nocy przez „nieznanych sprawców”. 

__z__.jpg

Z artystów młodszego pokolenia pojawiło się płótno Wilhelma Sasnala, prezentowane wcześniej na kontrowersyjnej wystawie poświęconej Broniewskiemu, zorganizowanej przez galerię Raster. Obrazy artysty osiągają obecnie niebotyczne wręcz ceny, często mówi się, że sukces jaki osiągnął jest dość nieoczekiwany i nie wiadomo czy sprawiedliwy, stąd podejmowane są próby krytycznego przyjrzenia się jego twórczości, chociażby przez grupę The Krasnals. Obraz „Broniewski” dotyka trudnych chwil z polskiej historii, prezentuje twórcę będącego poetą rewolucyjnym, a jednocześnie współpracującym z propagandą komunistyczną, złamanego, dotkniętego chorobą alkoholową. Sasnal tworząc ten wizerunek, odwołał się do oficjalnych zdjęć Broniewskiego, wykonanych podczas jego wycieczki do Kazimierza nad Wisłą.
Oczywiście muzeum będzie posiadać również prace wcześniejsze, najbardziej istotne dla kształtu sztuki polskiej po 1945 roku. Stąd w kolekcji znalazły się rzeźby Aliny Szapocznikow z lat 60., neon z kina Skarpa i fotografie Eustachego Kossakowskiego dokumentujące Warszawę, również z tego czasu czy tak ważne dla doświadczeń lat 80. malarstwo Gruppowców, prezentowane przez wspólny obraz Jarosława Modzelewskiego i Marka Sobczyka „Das Gebet des deutsche Pharers oder Bleistftprobe” (1984), który powstał podczas pobytu artystów na stypendium w Nadrenii. Jest to wyraz poczucia obcości emigranta z tej części Europy. Przywołuje również historie przesłuchań ubeckich w latach 50. (przekłuwanie bębenków usznych przy pomocy zaostrzonych ołówków). Oczywiście dzisiaj, po transformacji, obraz ten nie jest tak aktualny, chyba że traktować go jako uniwersalny obraz losu emigranta.

Top polish artists (+ jedna Czeszka)

Na wystawie zaprezentowano artystów „z górnej półki”, takich chociażby jak Alina Szapocznikow czy Magdalena Abakanowicz. Rzeźba pierwszej z wymienionych artystek, jedna z najmocniejszych propozycji powojennej sztuki polskiej, leży już w zasadzie na pograniczu sztuki francuskiej i polskiej. Jej prace prezentowane na wystawie powstały bowiem głównie w latach 60., kiedy to artystka wyjechała do Paryża i tam związała się z ruchem Nowego Realizmu. Są one reprezentatywne dla jej twórczości - „Lampe III” stanowi poliestrowy odlew piersi ułożony na koronkowej draperii, „Pierś iluminowana” jest nietypową lampą, skonstruowaną z poliestrowych odlewów ust i piersi. „Ventre” to nic innego, jak odlew brzucha, w dodatku narzeczonej słynnego pisarza, Rolanda Topora. Obiekt ten jest ważny przede wszystkim dlatego, iż stanowi punkt wyjściowy dla wielu innych rzeźb artystki. Prace te były nowatorskimi eksperymentami, ze względu na użycie nowych materiałów, a także tworzenie niby użytkowych obiektów. Często porównywane są do rzeźb Césara Baldaccini, lecz jest to jedynie powierzchowne podobieństwo. Dla Szapocznikow kluczowa jest bowiem kwestia cielesności - nie należy zapominać o jej pobycie w obozie koncentracyjnym, a także zmaganiach z chorobą nowotworową3.  Warto wspomnieć, że postać rzeźbiarki ma stanowić jeden z głównych punktów zainteresowań nowego muzeum, które stawia sobie za cel rozpropagowanie artystki na świecie4.  Prezentowane prace stanowią dobre zaplecze dla późniejszej twórczości kobiet, stanowią bowiem zapowiedź feminizmu w sztuce polskiej. Nie istnieją natomiast problemy z promowaniem twórczości Magdaleny Abakanowicz, znanej całemu światu już od lat 60. XX wieku, kiedy to zasłynęła swymi nowatorskimi eksperymentami z tkaniną.  Artystka zaznaczyła swą obecność na wystawie poprzez prace należące do dwóch różnych cykli. Jednym z najbardziej rozpoznawalnych znaków jej sztuki jest tłum bezosobowych postaci, często z worka jutowego, na wystawie prezentowany poprzez „7 figur” (2008). Pracy tej została jakby przeciwstawiona rzeźba o nieco przyciężkim, militarnym charakterze i takim też nazewnictwie – „Giver” (1992) z cyklu „Gry wojenne”, rozpoczętego przez artystkę w 1987 roku.

Sztuka sąsiadów

Kolekcja muzeum będzie posiadać unikalny charakter, wypełni olbrzymią lukę we współczesnym muzealnictwie – chce prezentować nie tylko sztukę polską, lecz również krajów, mających podobną historię i paralelne doświadczenia, np. transformacji ustrojowej.  Ten kierunek kolekcjonowania jest zapowiedziany poprzez pracę wspomnianej przed chwilą przeze mnie, obiecującej młodej artystki Kateriny Šedy, o nieco przygnębiającym tytule „Tam nic nie ma” z 2006 roku. Jej akcja została sprowokowana tradycyjnym utyskiwaniem ludzi na beznadzieję małomiasteczkowej rzeczywistości. Przebadała więc rozkład dnia mieszkańców, a następnie narzuciła im przygotowany przez siebie scenariusz: w ten sposób wszyscy mieszkańcy szli na zakupy w tym samym czasie czy też jedli na obiad ten sam zestaw dań. Z jednej strony artystka pobudziła więc mieszkańców do wspólnych aktywności. Z drugiej strony zaś, pojawia się tu akcent niezwykle niepokojący -  zbyt łatwo udało jej się zmanipulować małomiasteczkową zbiorowość. Na marginesie dodam, iż jako osoba wychowywana w systemie, który przykładał olbrzymią wagę do nauki języka angielskiego, nie miałam problemów z obejrzeniem filmu. Budziło się jednak we mnie współczucie dla osób pozbawionych tej znajomości – napisy umieszczono jedynie w języku angielskim. To pięknie, że muzeum troszczy się o publiczność zagraniczną, jednak dużym plusem byłyby napisy i objaśnienia dokumentacji znajdującej się w gablocie, wykonane w języku polskim.

Warszawa

Wystawa ma niewątpliwie „warszawski charakter”. Została bowiem zdominowana przez artystów ściśle związanych z tym miastem. Niektóre obiekty złączone są tak mocno z lokalnym kolorytem stolicy, że ich pełny odbiór możliwy jest tylko poprzez mieszkańca tego miasta. Swego rodzaju „maskotką” wystawy (chętnie dotykaną przez widzów, zainstalowaną na sprężynie, gdyż naśladującą kiwanie się modela, stąd interaktywną), stała się rzeźba Pawła Althamera pt. „Guma”, związana z najbardziej malowniczą i tajemniczą dzielnicą Warszawy, Pragą, o której krążą już różnego rodzaju legendy5.  Rzeźba prezentuje pijaka stojącego pod sklepem na ulicy Stalowej, stąd zapewne może być rozpoznawana przez niejednego warszawiaka odwiedzającego muzealną ekspozycję. Stałego bywalca dzielnicy postanowiły uczcić w ten sposób wraz z artystą dzieci, którymi zajmują się członkowie Grupy Pedagogiki i Animacji Społecznej Praga Północ. Praca jest niezwykle ciekawa, ponieważ została wykonana z dużą dawkę poczucia humoru, staje się swego rodzaju anty-pomnikiem. Bujanie rzeźby przez przechodzących ludzi wprowadza jednak pewien groźny akcent – człowiek ten jest momentami pozbawiony swej godności. Przywołuje to jednak jedynie sytuację zaistniałą na samej Pradze, gdzie taki menel umieszczony jest na najniższym szczeblu hierarchii społecznej – może być pchany i poniżany nawet przez małe dzieci.
Z Warszawą związana jest również praca Piotra Uklańskiego, fotografia prezentująca wizerunek papieża ułożony z 3 i pół tysiąca ciał żołnierzy brazylijskich, powstała przy okazji Biennale w Sao Paulo w 2004 roku. W pracy tej zarysowują się typowe cechy działań artysty - wykorzystywanie symboli narodowych i religijnych oraz prowadzenie działania w przestrzeni. Dla Warszawiaków praca ta ma szczególne znaczenie, ponieważ kojarzą ją z billboardu, który znajdował się na skrzyżowaniu Marszałkowskiej i Świętokrzyskiej, w czasie żałoby Jana Pawła II. Miejsce to w spontaniczny sposób stało się punktem kultu i adoracji. Wydaje mi się, że  w ten sposób udało się zaproponować o wiele ciekawszy pod względem artystycznym przykład prezentacji papieża, niż dzieje się to w przypadku całej masy pomników papieża zalewających obecnie nasz kraj.

Krata

Obiektem, który doskonale wpisał się w estetykę dawnego sklepu meblowego „Emilka”, jest krata Moniki Sosnowskiej, będąca również przykładem nowoczesnego muzealnictwa i tego w jakim kierunku może iść taka instytucja – nie tylko zakupów prac, lecz również zamawiania obiektów specjalnie na potrzeby muzeum. Praca Sosnowskiej odwołuje się do interesującej ją estetyki PRL-u, do krat montowanych na klatkach schodowych czy w drzwiach sklepu. Z jednej strony jest obiektem funkcjonalnym – ma oddzielać salę wystawienniczą od pozostałej przestrzeni, z drugiej zaś strony traci swą funkcję – wyrastają z niej macki złowieszczo ogarniające przestrzeń galerii. 

krata.jpg

Archiwa

Muzeum pokazuje również, jak ważną część stałej ekspozycji stanowić będą archiwa, które zajęły lwią część obecnej wystawy. Wycinkowo zaprezentowano bogaty zbiór fotografii Eustachego Kossakowskiego, składający się ze 150 000 negatywów i 20 000 slajdów. Pokazano jedynie niewielką część obszaru zainteresowań fotografika, kilka zdjęć reportażowych, przedstawiających stolicę głównie w latach 60. (m.in. niezwykle interesujące zdjęcie prezentujące otwarcie supersamu), a także dokumentację spektaklu Tadeusza Kantora „Gdzie są niegdysiejsze śniegi”. Niezwykle ważne dla muzeum jest to, iż Kossakowski zarejestrował życie artystyczne lat 60. i 70. - dzięki temu istnieje możliwość zrekonstruowania wielu cennych wydarzeń. Wielka szkoda, że nie udało się zobaczyć artystycznych zdjęć Kossakowskiego, które powstały już po jego wyjeździe do Francji w latach 70., takich jak „6 metrów przed Paryżem”, zakupionych przez prestiżowe Musée d'Art moderne de la Ville de Paris. Zaprezentowane fotografie pokazują kolejny kierunek tworzącej się obecnie kolekcji -  muzeum będzie przykładało równie dużą wagę do kolekcjonowania zdjęć.
    Dużą partią wystawy zawładnęło archiwum pracowni Grzegorza Kowalskiego, prowadzonej na warszawskiej ASP. Dzięki bogatej dokumentacji otrzymujemy szeroki wgląd w oryginalny program dydaktyczny „Obszar wspólny, obszar własny”, którego kilka realizacji możemy prześledzić na wystawie. Widz otrzymuje dostęp m.in. do zapisków prezentujących założenia programu Pracowni Rzeźby z roku 1985: […] 1) W „Obszarze Wspólnym i Własnym” znajdujemy się wszyscy, studenci i pedagodzy na równych prawach uczestnika. Każdy ma swój, określony obszar własny i dostęp do obszaru będącego polem działań wspólnych. […] 2)Zakładamy, że nie będziemy się posługiwali słowami, lecz najogólniej mówiąc – sygnałami, znakami, gestami wizualnymi […] 4) Przebieg procesu jest nieprzewidywalny […] Umawiamy się co do jednego: uczestnicy rezygnują z działań destrukcyjnych. To samoograniczenie jest potrzebne, ponieważ porozumiewanie się nieskodyfikowanym językiem jest procesem zbyt wątłym i łatwo przerwać go nieopatrznym gestem. Na wystawie można oglądać ewolucję programu realizowanego przez Kowalskiego – od pierwszej realizacji (1981/82), mającej miejsce jeszcze na Wydziale Wzornictwa Przemysłowego, poprzez ćwiczenia z roku 1991/92, które opuściły pracownię, gdyż pojawiła się potrzeba wyjścia ku publiczności, aż realizacji z roku 2006/2007, pokazującej zmiany, jakie zaszły dwa lata wcześniej. Pracownia Rzeźby prof. Kowalskiego zmieniła status na Pracownię Przestrzeni Audiowizualnej, stąd w ramach zadania „Obszar Wspólny, Obszar Własny”, studenci musieli zrobić film, będący subiektywną interpretacją procesu dziejącego się w pracowni. Przejście przez te kilka sal, jest niezwykłą przygodą obcowania z oryginalną metodę pedagogiczną. Szkoda jedynie, że muzeum nie zapewniło siedzisk, które są niezbędne przy chęci bliższego zapoznania się z tak bogato udokumentowaną praktyką.

Design

Muzeum ma zajmować się również designem, o czym przekonuje nas pierwszy obiekt, jaki napotykamy wchodząc do tymczasowej siedziby muzeum – neon z wyburzonego niedawno warszawskiego kina „Skarpa”. 

althamer.jpg

Obiekt ten doskonale wpisuje się w obecne dyskusje na temat burzenia cennych obiektów architektonicznych późnego modernizmu, jakim było kino, które przegrało z nową, kosztowną inwestycją. Apele architektów i innych specjalistów nie dały żadnych rezultatów, stąd neon ten jest nieco smutnym symbolem dzisiejszych czasów. Obiekt ten dotyczy również dyskusji na temat potrzeby ratowania warszawskich neonów, często będących przykładem dobrego powojennego wzornictwa. Do niedawna były one jeszcze lekceważone, teraz zaś istnieje nawet myśl o stworzeniu im muzeum.

    2014. Wtedy to właśnie ma nastąpić otwarcie nowego gmachu muzeum.  Budynek w zamierzeniu twórców instytucji stanowić będzie wizytówkę naszego kraju, będzie tym, czym dla Paryża jest Centre Pompidou, a dla Londynu Tate Modern. Polska potrzebuje takiej instytucji, miejsca kształtującego zainteresowanie sztukami wizualnymi. Do tego czasu ma powstać stała kolekcja, tworzona poprzez systematyczne zakupy. Będzie ona posiadać unikalny charakter, wyróżniający ją na arenie międzynarodowej. „Sztuka cenniejsza niż złoto” jest wystawą prezentującą pierwsze nabytki. Trudno przewidzieć na jej podstawie, jaki kształt przybierze kolekcja w ostateczności, można jednak już teraz wyodrębnić główne kierunki zainteresowania muzeum. A więc przyjrzenie się sztuce Europy Środkowo-Wschodniej (szkoda, że wątek ten został tak słabo zaznaczony, poprzez jedną pracę), skoncentrowanie się na zjawiskach, które pojawiły się po 1989 roku, bez pomijania kluczowych dla późniejszych wydarzeń zjawisk wcześniejszych, kolekcjonowanie archiwów, zainteresowanie wzornictwem, fotografią czy nawet zamawianie prac projektowanych specjalnie na potrzeby muzeum. 



Przypisy:
1 Wystawa odbyła się w dniach 6 grudnia 2008 – 24 stycznia 2009.
2 Tendencja występująca głównie w latach 40. i 50., przejawiająca się przede wszystkim poprzez plakaty prezentujące pięknie uśmiechnięte dziewczyny. Postery takie były wykorzystywane przez mężczyzn do zawieszania nad łóżkiem.
3 Taką tezę stawia przynajmniej Agata Jakubowska, autorka książki „Portret wielokrotny dzieła Aliny Szapocznikow”. Tę intuicję można było usłyszeć w czasie jej wykładu (wchodzącego w cały cykl spotkań dotyczących kolekcji) na temat rzeźb, które znalazły się na wystawie.
4 Muzeum chce podjąć zakrojone na szeroką skalę badania nad spuścizną Szapocznikow. Na 16 maja 2009 roku, czyli w dzień urodzin artystki, zaplanowana jest sesja poświęcona rzeźbiarce z udziałem badaczy z całego świata.
5 Np. mówiąca o tym, że duża część mieszkańców Pragi nigdy nie przekracza magicznej granicy, jaką stanowi Wisła. Ich całe życie ogranicza się do tej właśnie dzielnicy.

zrealizowano przy pomocy finansowej
Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego
oraz Narodowego Centrum Kultury

© 2007 artkontakt.pl, wszelkie prawa zastrzeżone.
proj. graf.: D. Horodecki, silnik strony: InfoBiz Server